Blog Urszulki

Przedstawiamy blog, w którym dziewięcioletnia Urszulka opisuje swoje doświadczenia związane z poznawaniem przyrody, a zwłaszcza królestwa skrzydlatych przyjaciół.
26 marca 2012 r.

Spotkałam Biegnącego Wilka

Wyjechałam rano. Pogoda była mroźna. Wiał silny wiatr i sypał śnieg. Jechałam około 45 minut. Przyjechałam do małej miejscowości Ściborki. Najpierw był długi marsz. Podziwiałam  naturalny, cudowny krajobraz Mazur. Minęłam szlaban i znalazłam się w Republice Ściborskiej. Następnie przeszłam przez tajemniczą bramę pięknego starego gospodarstwa. Tu powitał mnie gospodarz – Biegnący Wilk. Zapoznał mnie z zasadami obowiązującymi na terenie republiki. Nie wolno tu palić, używać brzydkich słów i jeść mięsa. Gospodarz ma dużo psów rasy haski. Są to sympatyczne miłe ssaki. Mają mięciutką i gładką sierść. Ich skośne oczy patrzą mądrze, przyjaźnie i czujnie. Biegnący Wilk uczestniczy w różnych wyprawach razem ze swoim psami. Ja również jeździłam psim zaprzęgiem. Ale frajda!!!!!!!! Piekłam podpłomyki. Podziwiałam też ubrania Eskimosów i Indian. Podobały mi się skórzane namioty i wystój eskimoskiej chaty.

Mogłabym jeszcze długo opowiadać o mojej zimowej cudownej wyprawie. Sprawdźcie sami, jak wygląda to piękne miejsce niedaleko Gołdapi. Biegnący Wilk zaprasza.

23 listopada 2011 r.

Żaden Chrupek tylko Chrupunia – moje odkrycie

Wcześniej  pisałam, że  mam królika  Chrupka. To wcale nie  Chrupek tylko Chrupunia bo ma na całym ciele po dwóch stronach sutki.
Moje zwierzątko  często leży na boku. Skoki czyli tylne łapki i przednie łapki ma  rozłożone, a omyk czyli ogonek śmiesznie wystaje spod czarnego futra. Słuchy też leżą. Gdy moja kuleczka usłyszy mnie biegnie do drzwi, a  jej uszka wtedy sterczą. Śniadanie Chrupunia zjada z apetytem pomaga sobie łapkami. Mój słodziu najbardziej lubi kolby miodowe, potrafi schrupać całą w 10 minut. Gdy Chrupunia jest zdenerwowana  albo przejedzona wyrzuca miseczkę z klatki. Wtedy nie otrzymuje pokarmu, aż zje wszystko co wyrzuciła.

Wieczorem moje zwierzątko nie chce wejść do klatki. Jej wrogiem jest miotła, bo tylko przed nią ucieka właśnie do swego domku.
Kocham moją Chrupcię.

20 sierpnia 2011 r.

W oceanarium w Gdyni

To był deszczowy wakacyjny dzień. Zapowiadało się nieciekawie. Ale my postanowiliśmy spędzić go wesoło w Oceanarium w Gdyni. Kolejno odwiedzaliśmy różne zwierzęta. Były tam: meduzy,  węgorze i różne ryby (piranie).

Opowiem o krokodylu, bo on spodobał mi się najbardziej. Udawał, że nikogo nie widzi. Wcale się nie ruszał. Przechodziłam koło niego kilka razy i ciągle był tak samo ustawiony. Jego zielone ciało zlane było z wodą i trzeba było dobrze wpatrzeć się, żeby go zobaczyć. Długi ogon i małe uszka ani drgnęły. Miał dwie pary krótkich, silnych nóg. Wiem, że w naturalnym środowisku prowadzi półwodny tryb życia. Krokodyle są  jajorodne  – jaja składają na lądzie.

Wędrowaliśmy przez wszystkie piętra budynku. Zrobiliśmy mnóstwo pamiątkowych zdjęć. W „mokrej” sali z wodą i piaskiem dotykałam ryby płaskie – też były dziwne. Były delikatne jak listki, a oczy miały na górze. Egzotyczne rośliny ciekawie pachniały.

To była wesoła i interesująca wycieczka .

3 czerwca 2011 r.

Dinozaur oznacza straszny jaszczur

Opowiem Wam o mojej wizycie u dinozaurów w Jurowcach koło Białegostoku. Było słoneczne popołudnie. Weszłam do parku. Co zobaczyłam???????? Wielkie jaszczury -dinozaury. Wszystkie miały stojącą postawę, wielkie łapy i pazury. Ich szerokie szczęki wypełniały ostre zęby podobne do szabli. Te ogromne zwierzęta miały kilka lub kilkanaście metrów długości. Były w większości roślinożerne. Chodziły ociężale. Podobały mi się ich nazwy: Tyranozaur, Triceratops, Ankylozaur 🙂
Nikt nie wie dlaczego wszystkie wielkie i małe dinozaury wyginęły przed ponad 65 milionami lat.

Podobała mi się moja  jaszczurowa wycieczka 🙂

1 czerwca 2011 r.

Wiosna, dmuchawce i wiatr…

Było słoneczne, sobotnie popołudnie. Wybrałyśmy się z mamą na wiosenny spacer.

Szłyśmy przez park. Podziwiałyśmy świeżą zieleń  na dębach i brzozach. Kwitnący kasztanowiec bielił się w oddali. Doszłyśmy do łąki pełnej dmuchawców -mniszków pospolitych. Było ich mnóstwo. Rosły na zielonych łodygach. Razem z wiatrem dmuchałam i śmiałam się. Małe puszki leciały wysoko prosto do słońca. Weszłam w sam środek łąki. Dookoła było tyle ciekawych roślin. Dotykałyśmy i zgadywałyśmy ich nazwy. Kilka z nich już poznałam: rumianek pospolity, babka lancetowata, koniczyna łąkowa. Długo tak szłyśmy, aż w końcu krajobraz się zmienił. Przy polnej drodze coś w oddali żółciło się. Podeszłyśmy bliżej, Okazało się, że żółty dywan wyścielony jest jaskrami rozłogowymi. Tu  przykucnęłam i wyglądam jak duży jaskier 🙂 Obok zobaczyłam spalone drzewo. Przykro mi się zrobiło. Pomyślałam – Kto tak zniszczył przyrodę? Dalej rosły  fioletowe i niebieski  krzewy bzu.

Z całej wycieczki robiłyśmy zdjęcia. Wyszły ładnie. Popatrzcie sami: BYŁO ZIELONO, CIEKAWIE I WESOŁO 🙂
20 maja 2011 r.

Siedzę i patrzę w okno. Co widzę? Mój jarząb. Jaki cudowny jest  wiosną! Na suchych gałązkach pojawiły się nowe, zielone liście. Każdy duży liść składa się z kilkunastu małych, owalnych. Wśród zieleni można zauważyć skupiska kremowych kwiatów. Z zapylonych kwiatów powstaną niedługo owoce, które są ulubionym przysmakiem ptaków.

Piękne jest moje drzewo-jarząb.

8 stycznia 2011 r.

Wybrałam się z mamą na spacer do lasu. Wzięłyśmy ze sobą saneczki. U nas w Gołdapi napadało dużo śniegu. Byłam reniferem i wtedy ciągnęłam saneczki, na których siedziała mama. Potem była zmiana i mama wiozła mnie. Wtedy było o wiele przyjemniej.

Dojechałam do lasu. Tam powitały mnie młode świerki ze szkółki leśnej. Patrzyły prosto w niebo i liczyły płatki śniegu. Wysokie drzewa też były ośnieżone i tajemnicze.  W lesie blisko leśniczówki stoi paśnik. Tam właśnie włożyłam przysmaki dla zwierząt: sianko, marchewki, kapustę, suchy chleb, owoce itp. Wiem, że leśnicy dbają o zwierzęta w lesie Kumiecie i systematycznie je dokarmiają. Postanowiłam też systematycznie odwiedzać paśnik w lesie i zostawiać tam pokarm dla głodnych zwierząt. Zwłaszcza, że na śniegu poznałam pozostawione ślady zwierząt: lisa, zająca, sarny a może wiewiórki. Potem były zjazdy z górki, które uwielbiam. Razem z mamą zjeżdżałyśmy.  Śmiałyśmy się na cały las. Było wesoło. Kocham zimę i moją mamę 🙂

9 stycznia 2011 r.

Opowiem wam dzisiaj o mojej męczarni. Musiałam nauczyć się wiersza „W leśniczówce” K. I. Gałczyńskiego na pamięć. Była tego cała strona. Czy wiecie, co mi pomogło? Wczorajszy spacer. Uczyłam się wiersza i wyobrażałam sobie wszystko. Przepiszę wam zwrotkę: „Za oknem las i pole, las – rozmowa sosnowa; I płynie koncert wielki przez dęby i świerki – to leśniczówka; Pranie: nocne koncertowanie” 🙂

Jak widzicie miłość do przyrody pomaga mi w nauce 🙂
Dostałam 5 za recytację tego wiersza 🙂
29 grudnia 2010 r.

Ciąg dalszy o Szczęściarzu

Gołąb wrócił do zdrowia. Zaczął rozrabiać. Musieliśmy go wypuścić na Wolność. Tata wziął go na ręce i wyniósł na balkon. My obserwowaliśmy wszystko z boku. Szczęściarz popatrzył, porozglądał się i szybko uniósł się górę. Może kiedyś go jeszcze spotkam?

28 grudnia 2010 r.

Szczęściarz

Opowiem wam o pewnym ptaku. Jest gołębiem miejskim. Tatuś znalazł go przy sklepie i przyniósł do domu. Łapki ptaka były zmarznięte. Jego pióra pokryte były lodem. Nie miał siły, żeby stać. Leżał na boku. Wcale nie wyglądał na szczęśliwego. Tata powiedział, żebym nim się zaopiekowała, bo jest chory. Był średniej wielkości. Zmieścił się w małej klatce. Postawiłam jemu w kąciku miseczkę z wodą i sypnęłam ziarnem Chrupencjusza. Zaraz zniknęła cała miseczka wody. Gołąb zaczął obracać się w klatce. Poczuł ciepło. Potem zjadł wszystko, co mu przygotowałam

Nazwałam go Szczęściarz, bo miał szczęście, że tata znalazł go przy sklepie. Inaczej by zamarzł, bo ludzie go mijali i nikt nie zwracał uwagi. Ciekawe jak długo będzie w moim domu?

5 grudnia 2010 r.

Gile i jarzębina

Wyobraźcie sobie, że do Gołdapi przyleciały gile. Chyba na wczasy, prosto ze Skandynawii. Myślą, że u nas lato. U nich są srogie zimy, dlatego przyleciały tu gdzie jest cieplej. Obserwuję je każdego dnia. Siedzą na moim jarzębie. Mają czerwone brzuszki. Ich małe skrzydełka są szare, czarne, z małymi białymi plamkami. Na głowie mają czarne czapeczki. Ich ostre małe dzioby są czarne.

Lubię gile. Tylko nie wiem, ile tych ptaków przyleciało do Gołdapi.

30 listopada 2010 r.

Stołówka dla sikorek

Laura na forum poprosiła mnie o sposób na wykonanie karmnika. Tylko taki umiem sama zrobić. Mój sposób jest najłatwiejszy w świecie.
1. Weź słoninkę i sznurek do ręki
2. Zrób dziurkę w słonince
3. Przeciągnij sznurek przez dziurkę
4. Zawiąż go mocno i umocuj słoninkę na balkonie
Jestem pewna, że sikorki przylecą na śniadanie, obiad i kolację.
30 października 2010 r.

Na wakacjach

Była  słoneczna  niedziela.  Wybrałyśmy  się  z  mamą na  Piękną Górę. To takie tajemnicze miejsce w naszym mieście. Położone jest  z dala od centrum.  Weszłyśmy  na sam  szczyt. Ale  był  widok!!!

Wszystko  widać: czerwony kościół, szkołę, wieże, domy, pola, lasy, rzekę i jezioro. Dominował kolor żółty i zielony. Zaszłyśmy  z  mamą  do  kawiarni „Zajazd” na  ciacho;  Zamówiłyśmy  po 3  kawałki  ciasta  i dwie  herbaty . To wszystko zjadłyśmy uwierzycie?  Uwielbiamy słodycze. Za stolikiem zobaczyłam duże akwarium. A w nim ryby: sum, karp i chyba sandacz.

Nad akwarium widniał napis: „WYBIERZ RYBKĘ A MY CI JĄ PRZYRZĄDZIMY”. Lubię ryby, ale nie chciałam jeść takich pięknych i nikt nie chciał. Wszyscy tylko podziwiali je i robili zdjęcia. My też zrobiłyśmy. Wrócimy tu za tydzień. Wesoło jest na  Pięknej Górze.
19 września 2010 r.

Mój królik Chrupek

Wiecie, że interesuję się zwierzętami. Zwłaszcza małymi króliczkami. Wspominałam już,  że mam w domu króliczka, który nazywa się CHRUPEK. Każdego dnia podaję jemu specjalny pokarm, który gwarantuje dobre zdrowie i prawidłowy rozwój mojego ulubieńca. Zmieniam mu wodę i ściółkę. Daję mu też sianko, marchewkę i jabłko. Mój Chrupuń spędza całe dnie na balkonie, a na nocleg wędruje do klatki, wtedy przenoszę  go do domu. Teraz napiszę o wyglądzie mojego SŁODZIA. Jest cały czarny. Jego uszka są sterczące. Gdy się boi czegoś, to zamiast brązowych oczu widać mu tylko duże białka. Ale najśmieszniejsze są wąsiki mojego Chrupencjuszka i jego białe ząbki. Wyobraźcie sobie, że to wszystko opowiedziałam na lekcji przyrody. Moja pani była zachwycona. Uwielbiam mojego przyjaciela królika.

2 sierpnia 2010 r.

Foka Kuba

Dziś byłam w FOKARIUM w miejscowości Hel. Widziałam tu foki.  Ale to ciekawe zwierzęta!!! Jedna z fok była szara, druga czarna, kilka innych nie pokazywało się wcale, ciągle pływały pod wodą. Co jakiś czas wystawiały swoje śmieszne główki, a potem je znowu chowały  pod wodę. Zrobiłam kilka zdjęć. Obserwowałam też karmienie fok i tresurę. Foki są takie mądre! Zatrzymywały się przy tabliczce z figurą w odpowiednim kolorze. Jedna foka, która nazywała się Kuba obraziła się i nie podpłynęła do swojej tabliczki. Za karę trener nie dał jej ryby. Ciekawe, co sobie myślał Kuba z pustym brzuchem?

29 lipca 2010 r.

Mewy czy kaczki?

Szliśmy piaszczystą plażą. Morze szumiało i było wzburzone. Niebo pokrywały ciemne chmury .
Nagle usłyszałam:
– Mamo! Popatrz tam! Widzisz , ale dużo kaczek!
Tak, synku.
Pomyślałam „gdzie oni tu widzą kaczki?!!”
Przed nami zobaczyłam duże skupisko mew. W Gołdapi takich nie widziałam. Były to mewy pospolite z białym brzuszkiem, mewy srebrzyste ze srebrnymi piórami i mewy śmieszki z czarnymi główkami. Wszystkie latały, pływały, nurkowały. Nigdy nie pomylę ich z kaczkami. Radzę to samo zrobić małemu turyście i jego mamie  z Władysławowa. Obserwujecie  i poznawajcie przyrodę! Nie nazywajcie mew kaczkami. Gdyby one to rozumiały, to byłyby bardzo zdenerwowane 🙂
13 lipca 2010 r.

Jaskółka robi kółka w locie 

Było ciepłe, duszne popołudnie. Siedziałyśmy z dziewczynkami na ławce i jadłyśmy lody śmietankowe. Lody były pyszne w chrupiącym wafelku. Nagle przyleciały jaskółki. Takie małe, sympatyczne ptaszki, które zazwyczaj latają wysoko i w locie robią kółka. Zapamiętałam pisownię nazwy tego ptaka i zawsze piszę przez  przez Ó. Lepią swoje gniazda pod dachami. Widziałam kiedyś takie, przypominało ulepioną miseczkę.

Otóż ptaki zachowywały się dziwnie. Latały niziutko prawie dotykały ziemi. Ich małe główki kręciły się niespokojnie. Długie, czarne, ostro zakończone skrzydełka  i ogonki migały przed nami. Ptaki były czymś poddenerwowane. Wciąż latały w jedną to w drugą stronę. Mnie oczywiście to zastanowiło, co chciały powiedzieć swoim zachowaniem. Wydaje mi się, że sygnalizowały nadchodzący deszcz. Wieczorem lało w  całej Gołdapi. Było miło i chłodno po długim upale. Za kilka dni  zapowiadają deszcz. Jestem ciekawa, jak będą zachowywały się jaskółki 🙂

21 maja 2010 r.

Trudno polubić kawkę 🙁

Na moim podwórku spotkałam kawkę. Kawka jak to kawka była czarna. Boki szyi, głowy i karku były  szare. Na głowie widniała  czarna „czapka”. Podeszłam bliżej.  W kieszeni miałam okruszynki bułeczki postanowiłam je oddać ptakowi. Popatrzyła na mnie wrogo, potem wzniosła się w powietrze. Krążyła nad moim podwórkiem. Widziałam jej  ogon i szpony.W końcu postanowiła wylądować, ale daleko ode mnie. Wiadomo po co ?

Zauważyła rozrzucone pestki słonecznika. Podfrunęła, rozganiajac małe, szare wróbelki.

I jak tu taką lubić? Krzykliwa, kłótliwa, egoistka i w dodatku nie chce się przyjaźnić 🙁

21 marca 2010 r.

Wiosna, wiosna, wiosna, ach to Ty….

Nareszcie przyszła. Spotkałam ja na skraju lasu. Tu właśnie zauważyłam zawilce. Były białe. Każdy kwiat miał 6 płatków. W środku żółciły się pręciki. Z delikatnych łodyżek wyrastały zielone listki.

Cała polana była zasypana kwiatami. Wyglądała jak biały dywan w zielone łatki. Tuż obok spacerowały  dwa bociany. Miały długie, czerwone dzioby i patykowate nogi. Szukały zielonych żab, które uciekały przed nimi. Bociany zerkały na mnie z zaciekawieniem.

Lubię wiosnę….

10 maja 2010 r.

Opowiem Wam o moim spotkaniu z perkozem. Spotkałam go blisko Olsztyna podczas mojego pobytu na Zielonej Szkole.

Mieszkałam w ośrodku, który też nazywał się Perkoz, ale nie o ośrodku Wam opowiem. Pewnego dnia przyglądaliśmy się ptakom. Rozłożyliśmy sprzęt nad brzegiem jeziora Pluszne: lunety i lornetki. Wzięliśmy też przewodniki „Jaki to ptak? „. Patrzyłam przez lornetkę. Wszystko było takie bliskie i ładne. Po spokojnej wodzie płynęły kaczki krzyżówki, a za nimi śliczny perkoz. Był cudowny. Miał długość około 50 cm. Jego wydłużona, smukła szyja zanurzała się, co jakiś czas  w wodzie. Białe skrzydła z czarnymi końcówkami lśniły z daleka. Dowiedziałam się, że ten dostojny ptak je głównie ryby, owady skorupiaki.

Lubię perkozy i teraz już je rozpoznam wśród innych ptaków.
16 marca 2010 r.

***Gołąbek na balkonie…

Dziś opowiem  wam  o gołębiu na moim balkonie. Raniutko przyleciał śliczny gołąbek.  Szybko poszłam po lornetkę ,żeby obejrzeć tego ptaka  z  bliska.  Ale oczywiście, gdy już wróciłam  już go nie było. Na szczęście były jeszcze gołębie na innych balkonach. Mogłam przyjrzeć się im dokładnie. Wybrałam jednego. Był średniej wielkości. Miał ciemnoszarą  głowę i szary  ogon. Jasne skrzydła  dodawały mu królewskiego wyglądu. Powiedziałam mamie, że chcę takiego ptaka w swoim domu.

Mama odpowiedziała:
-Ptaki mają swoje domy i w nich  się dobrze czują. Ludzie nie powinni zabierać im wolności

1 marca 2010 r.

**Królewskie Ptaki…

Spotkałam dwie ptasie pary. Pierwsza to moje znajome kaczki krzyżówki, a  druga to nowi znajomi – królewskie ptaki.

ŁABĘDZIE NIEME. Są z rodziny kaczkowatych. To duże ptaki. Rozpiętość ich skrzydeł równa się  240  cm. Masa ciała dorosłego osobnika wynosi  ponad 6 kg. Te cudowne ptaki mają  długie  szyje  i piękne białe pióra. Samica jest troszkę mniejsza od samca i ma też  mniejszą  narośl  na  dziobie (wiadomości z mojej nowej książki „Ptaki”). Pływają dostojnie i widać je ciągle na naszej rzece Gołdapie. Tak blisko ludzi. Mogłam spokojnie przyjrzeć się im dokładnie.

Gdy tak je obserwowałam nagle do łabędzi podpłynęły kaczki krzyżówki. Łabędzie wcale nie były nieme. Zaczęły prychać, cicho trąbić i bulgotać. Ale to był widok. Wystraszone kaczki uciekały gdzie pieprz rośnie :-)))))

19 lutego 2010 r.

*Spotkanie z kaczką krzyżówką…

Mam na imię Urszulka. Mieszkam w Gołdapi. To piękne miasto. Cudowne są też okolice. Jest tu rzeka, jezioro, strumyk. Są lasy iglaste, liściaste i mieszane.

Dziś opowiem o ostatnim spacerze. Bo przecież chcę zacząć moją kolejną przygodę z pisaniem 🙂 Wędrowałam z rodzicami polem i lasem. Szliśmy długą ścieżką wśród białego śniegu. Doszliśmy do mostu. Pod mostem pływała gromada ptaków. Były to KACZKI KRZYŻÓWKI. Ze swojej nowej książki, którą otrzymałam w prezencie w nagrodę za konkurs „Ekologiczny Pamiętnik” dowiedziałam się, że te piękne ptaki są w naszych okolicach przez cały rok. Samiec jest szarawy i ma brązową pierś. Głowa i górna część szyi jest zielona. Jego ogon jest czarno-biały. Samiczka i samiec mają niebieskie lusterka na skrzydłach. Kaczki w poszukiwaniu pokarmu
zanurzają tylko przednią część ciała. Obserwowałam je i liczyłam. Było ich bardzo dużo. Nagle jedna kaczka (nazwałam ją Karolinka) podpłynęła blisko. Była śliczna. Popatrzyła na mnie bystrym okiem. Miałam w kieszeni okruszki chleba. Fajnie było obserwować, jak inne krzyżówki płyną za Karolinką, która chciała zjeść wszystko sama. Sprytna jest ta moja kaczuszka Karolcia!

Potem szliśmy przez nasz miejski park. Tam spotkała nas kolejna niespodzianka. Ale jaka :))))))))!! Ptaki zerwały się do lotu i zbombardowały nas odchodami, krótko mówiąc, ptasimi kupami. Mieszkańcy naszego miasta mają już dość „ptasich głośnych i brudnych zabaw ” w parku, ale mnie to nie przeszkadza 🙂

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Zostaw komentarz
Podaj swoje imię